Ostatnio coraz częściej słyszymy o „nowych zagrożeniach”: wojnie hybrydowej, cyberwojnie, atakach informacyjnych. Brzmi poważnie? Tak. Brzmi abstrakcyjnie? Też tak. Zwłaszcza gdy na co dzień jedyne „starcie z technologią”, jakie mamy, to logowanie do bankowości internetowej czy potwierdzanie przelewu w aplikacji. Tymczasem za tymi hasłami kryją się zjawiska, które realnie dotykają naszej codzienności – także wtedy, gdy po prostu chcemy spokojnie korzystać z konta, karty czy aplikacji banku.


To nie czołgi, to chaos informacyjny
Wojna hybrydowa nie wygląda jak w filmach, mówi Robert Milewski, Wiceprezes Zarządu Nest Banku. Nie chodzi o fizyczny konflikt czy
zagrożenie życia. To działania „poniżej progu wojny” – prowadzone innymi
środkami: dezinformacją, manipulacją
emocjami, atakami cyfrowymi. Ich cel jest jeden: wywołać niepewność,
utratę zaufania i chaos.
Dlaczego to
dotyczy banku? Bo zaufanie to fundament
systemu finansowego. Jeśli klienci przestaną ufać bankom, walucie, aplikacjom –
system przestaje działać. Dlatego właśnie to zaufanie staje się celem.
Dezinformacja – kiedy emocje
pracują zamiast rozsądku
Pierwszym
„frontem” tej nowej rzeczywistości jest front informacyjny. Chodzi w nim o to,
aby wywołać w ludziach strach, złość lub poczucie zagrożenia – tak silne, żeby
zaczęli działać impulsywnie.
W praktyce może
wyglądać to bardzo zwyczajnie: nagle pojawia się SMS lub wpis w mediach
społecznościowych o rzekomym upadku konkretnego banku, wprowadzeniu limitów
wypłat lub „tajnym” podatku na oszczędności. Tego typu treści często są
stylizowane na ostrzeżenia od „kogoś znajomego”, anonimowego eksperta lub
„pracownika banku”.
Mechanizm jest prosty:
najpierw emocje, dopiero potem myślenie. Gdy się boimy, dużo łatwiej o pochopne
decyzje – na przykład o wypłatę gotówki „na wszelki wypadek” albo przesyłanie
tego typu wiadomości dalej.
W takiej sytuacji
najważniejsze jest zatrzymanie się na chwilę. Zamiast wierzyć w pierwszą
wiadomość, lepiej sprawdzić ją u źródła:
w aplikacji banku, na oficjalnej stronie lub poprzez kontakt z infolinią. Jeśli
informacja jest prawdziwa, bank powie ci o tym wprost (jest do tego prawnie
zobowiązany). Jeśli jej nie ma w żadnym kanale oficjalnym, jest duża szansa, że
ktoś próbuje wywołać chaos.
Cyberataki – gdy celem są
dane i pieniądze
Drugim frontem są
działania czysto cyfrowe. Tu stawką są już konkretne pieniądze, dane logowania
i tożsamość klienta.
Najczęściej
przybierają one formę znanych już scenariuszy: fałszywe maile i SMS-y z prośbą
o „potwierdzenie tożsamości”, „odblokowanie konta” czy „dopłatę do przesyłki”,
a pod nimi link prowadzący do strony do złudzenia przypominającej tę bankową.
Różnica jest jedna, ale zasadnicza – to strona oszustów. Wprowadzone tam dane
logowania trafiają nie do banku, tylko prosto do przestępców.
Zdarzają się
również ataki na same usługi banku – np. przeciążenie strony internetowej lub
aplikacji, tak aby przestały działać. Ich celem często nie jest kradzież
pieniędzy, ale wzbudzenie frustracji i dodatkowego poczucia zagrożenia. To z
kolei może wzmocnić efekt dezinformacji: „Strona nie działa, więc coś jest na
rzeczy”.
Podstawowa zasada
jest tu zaskakująco prosta: bank nie
prosi o poufne dane w wiadomościach. Nie potrzebuje twojego loginu,
hasła, PIN-u czy kodu z karty w mailu albo SMS-ie. Jeśli jakakolwiek wiadomość
próbuje cię do tego skłonić – to sygnał alarmowy. Bezpieczniej jest też zawsze
samodzielnie wpisać adres banku w przeglądarce albo skorzystać z oficjalnej
aplikacji zamiast klikać w przesłane linki.
Co
robi bank?
Może pojawić się
pytanie: skoro zagrożeń przybywa, czy klient jest zostawiony sam sobie? Nie. Z
perspektywy banku bezpieczeństwo nie jest dodatkiem do oferty, tylko jednym z
filarów działania.
Za kulisami
działają zespoły odpowiedzialne za cyberbezpieczeństwo, które monitorują ruch w
systemach przez całą dobę, analizują nietypowe zachowania i reagują na nie,
zanim staną się realnym problemem. Wdrożone są mechanizmy szyfrowania,
dodatkowe zabezpieczenia logowania oraz procedury reagowania na incydenty,
które uruchamiają się automatycznie, gdy coś wygląda podejrzanie.
Banki
współpracują też ze sobą nawzajem oraz z instytucjami państwowymi i
regulatorami, takimi jak KNF czy krajowe zespoły reagowania na incydenty
cyberbezpieczeństwa. Dzięki temu możliwa jest szybka wymiana informacji o
nowych typach ataków i sposobach obrony.
Nasza
rola w systemie bezpieczeństwa
Choć za
bezpieczeństwo technologiczne odpowiada bank, to najważniejszym ogniwem systemu pozostaje człowiek – czyli my
wszyscy. Żaden algorytm nie zastąpi chwili refleksji, gdy dostajemy dziwną
wiadomość.
W praktyce
sprowadza się to do kilku prostych nawyków: zachowania spokoju, gdy coś budzi
silne emocje; weryfikowania informacji u źródła; ostrożności wobec linków i
próśb o podanie danych. To właśnie te „zwykłe” zachowania sprawiają, że nawet
najbardziej wyrafinowane ataki przestają być skuteczne.
Wojna hybrydowa
brzmi groźnie, ale nie musi oznaczać bezradności. To raczej przypomnienie, że
żyjemy w świecie, w którym informacje i technologia mogą być wykorzystywane
zarówno w dobrych, jak i złych celach. Twoja świadomość, połączona z pracą
zespołów bezpieczeństwa po stronie banku, tworzy tarczę, która naprawdę działa.
Partnerem publikacji jest Nest Bank
0 komentarzy