Tabela zajmująca blisko 1000 stron – taki jest efekt opiniowania
nowej ustawy o kredycie konsumenckim. Uwagi zgłaszano do niemal każdego artykułu
projektu. W wielu kontrowersyjnych kwestiach UOKiK pozostaje jednak nieugięty.


W lipcu 2025 r. zaprezentowano projekt nowej ustawy o
kredycie konsumenckim. To „kredytowa konstytucja”, która w nowym wydaniu regulować
będzie niemal wszystkie formy pożyczania, poza produktami na cele mieszkaniowe.
Zastąpić ma obowiązującą od 2011 ustawę i jednocześnie wprowadzić rozwiązania
przewidziane w unijnej dyrektywie CCD2. Projektowaniem aktu zajął się Urząd
Ochrony Konkurencji i Konsumentów.
Przed świętami opublikowano opinie zgłoszone przez
kilkanaście instytucji. Sama objętość dokumentów świadczy o ponadprzeciętnym
zainteresowaniu konsultacjami. W zgłoszonych uwagach znaleźć można odniesienia
do prawie wszystkich projektowanych zapisów. Przyjrzeliśmy się dwóm wybranym
kontrowersjom.
„Jak mamy się reklamować?” – pytają banki i pożyczkodawcy
Kredyt jest produktem ryzykownym, a konsumentom trzeba o tym
przypominać na każdym kroku – takie założenie kryje się za kilkoma wymaganiami
wprowadzanymi w unijnej dyrektywie. Przykładem może być ostrzeżenie o tym, że
korzystanie z pożyczanego pieniądza kosztuje, które umieszczane będzie, niczym
na opakowaniach papierosów, w materiałach informacyjnych pożyczek i kredytów.
Kraje członkowskie UE mogą pójść w niektórych obszarach
nieco dalej niż proponuje CCD2. Z takiej opcji narodowej skorzystał UOKiK w
liście zakazów reklamowych. Prezentuje się ona następująco.
„Zakazana jest reklama kredytu konsumenckiego, która:
- sugeruje, że kredyt poprawi sytuację finansową
konsumenta; - wskazuje, że pozostałe do spłaty kredyty, w tym
zarejestrowane w bazach danych, nie mają wpływu lub mają niewielki wpływ na
ocenę wniosku o kredyt; - sugeruje, że kredyt prowadzi do zwiększenia
zasobów finansowych, stanowi formę oszczędności lub może podnieść poziom życia
konsumenta; - podkreśla łatwość lub szybkość uzyskania kredytu
konsumenckiego; - wskazuje, że rabat jest uwarunkowany
zaciągnięciem kredytu konsumenckiego; - oferuje odroczenia terminu spłaty rat kredytu
konsumenckiego na okresy dłuższe niż trzy miesiące.”
Szczególne wątpliwości organizacji branżowych wzbudziły sformułowania
w punktach 1, 3 i 4. Do tej pory były one fundamentem wizerunkowej (czyli nie
podkreślającej parametrów cenowych) reklamy. Kredytodawcy boją się, że w
przyszłości nie będzie dopuszczalnego „punktu zaczepienia” w komunikowaniu
oferty.
„Czy wskazanie celu, na jaki konsument może przeznaczyć
środki z kredytu (np. remont mieszkania, zakup sprzętu AGD, konsolidacja
zadłużenia) może zostać uznane za: ‘sugerowanie, że kredyt poprawi sytuację
finansową konsumenta’, lub ‘prowadzi do zwiększenia zasobów finansowych’” –
pyta retorycznie Stowarzyszenie Prawa Konkurencji. „Proponujemy, aby
wyraźnie dopuścić możliwość kreowania reklam, wskazujących na cel kredytu.
Kredytodawca będzie mógł w sposób bezpieczny reklamować kredyt przez wskazanie
celu kredytowania” – proponuje wprost Związek Banków Polskich.
Niejasności podsuwanych w uwagach jest więcej. Od nieostrości
„podkreślenia szybkości” (czy hasło „kredyt w 2 godziny” będzie zakazane?) do
sensu wyjścia poza minimum z dyrektywy i dodanie zakazów w punktach 4-6.
UOKiK nie zamierza się jednak wycofać z propozycji. Powołuje
się przy tym na możliwości przewidziane w dyrektywie CCD2 (dodania ostrzejszych
regulacji, jeśli uznane to zostanie za zasadne). „Reklamy kredytów spełniając
wymogi wynikające z opcji narodowych będą konkurowały w swojej treści ofertą
i parametrami kredytu” – brzmi dopisek powtarzający się w odniesieniu się do
uwag. Wygląda na to, że standardem mają się zatem stać komunikaty z wyeksponowanym
oprocentowaniem, opłatami i pełnym przykładem reprezentatywnym. Przekonamy się wkrótce.
A ze zniknięciem ofert typu „pierwszej raty nie płacisz” albo „pierwsza rata
za pół roku” trzeba się już chyba pogodzić.
Zupełnie nowy limit opłat i prowizji
Projekt autorstwa UOKiK przewiduje nowy limit kosztów
pozaodsetkowych, przygotowany z myślą o kredytach w rachunku oszczędnościowo-rozliczeniowym
oraz kartach kredytowych. Przypomnijmy, że chodzi tu o opłaty i
prowizje, a nie odsetki, których wysokość jest już limitowana. Dopuszczalną
granicą ma być 2 procent przyznanego limitu kredytowego.
Do tej pory taki limit nie istniał w polskim prawie.
Ograniczenia dotyczyły wyłącznie innych typów kredytów konsumenckich, a specyficzny
próg przewidziano dla „chwilówek” z okresem spłaty do 30 dni (maksimum opłat i prowizji
to 5 proc. kwoty).
W wielu opiniach przewijają się dwa wątki – niedostatecznej
precyzji zapisów (czy dotyczą one również opłat związanych np. z wypłatami z
bankomatów, przewalutowaniem?) oraz wysokości limitu. Zwraca się uwagę na
specyfikę kart kredytowych i brak argumentów za zastosowaniem innej (niższej)
stawki niż dla kredytów krótkoterminowych. Pierwszy element spotkał się ze
zrozumieniem („przepis doprecyzowano” – wskazuje UOKiK), ale drugi już nie.
„Projektodawca zdecydował jednak pozostawić wysokość
limitu na poziomie zaproponowanym w projekcie skierowanym do konsultacji” –
czytamy w odniesieniu się do uwag. Można zatem spodziewać się sporego
przemeblowania w ofertach, zwłaszcza niebankowych kart kredytowych dostępnych
na rynku.
To nie koniec dyskusji
Nowa wersja ustawy o kredycie konsumenckim będzie jedną z
najważniejszych ze zmian w regulacjach dotyczących finansów osobistych
konsumentów w 2026 r. Wzbudzi zapewne jeszcze sporo kontrowersji na dalszych
etapach „obróbki”, w tym w parlamencie. Zgodnie z projektem nowe zasady mają
wejść w życie 20 listopada 2026 r.
0 komentarzy