Wygenerowali nie jedną, a co najmniej kilka płatniczych
innowacji. Ich wizję „podłapali” kartowi giganci. Bez wątpienia fintech Curve
należał do grona najciekawszych graczy w świecie płatności. 10-letnia historia
kończy się jednak w kiepskiej atmosferze.


W połowie listopada Lloyds Banking Group sfinalizowała transakcję
przejęcia brytyjskiego fintechu Curve. Chociaż do wiadomości publicznej nie
podano kwoty, za którą sprzedane zostały udziały w spółce, to wcześniejsze nieoficjalne
doniesienia wspominały o sumie 120 mln funtów. Oznaczałoby to, że nowy właściciel
zapłacił mniej więcej połowę tego, co od 2015 r. Curve pozyskał od inwestorów i
ułamek obiecywanej docelowej wyceny, która miała sięgać 50 mld dolarów.
Transakcja stanie się zapewne symbolem ostatniego akordu pierwszej
fali fintechowej hossy. Jeśli rzeczywiście dojdzie do skutku. Okoniem stanąć zamierza
bowiem jeden z inwestorów – fundusz IDC Ventures. Posiadający 12 proc. udziałów
podmiot zamierza walczyć w sądzie, zarzucając transakcji nieprzejrzystość. Dla
Curve przejęcie oznaczałoby jednak wybawienie z opresji. Do końca roku fintech
mógłby już bowiem nie mieć środków na przetrwanie.
Jedna karta do wszystkiego to komplikacje na zapleczu
Usługa Curve znana jest także polskim klientom. Z „jednej
karty do wszystkiego” korzystać mogą również Polacy. Na
łamach Bankier.pl recenzowaliśmy kilka lat temu ten wynalazek, zwracając
uwagę na unikalne funkcje pakietu. Warto jednak spojrzeć na to, jak zbudowany
został mechanizm leżący u podstaw usługi.
Głównym elementem propozycji Curve była karta płatnicza niepołączona z żadnym źródłem pieniądza – rachunkiem bankowym, przedpłaconym
kontem czy portfelem e-pieniądza. Zamiast tego użytkownik ma do dyspozycji aplikację
mobilną pełniącą rolę m-portfela. Można do niego dodać dowolne karty płatnicze,
z których pobierane są środki, gdy użytkownik płaci plastikiem Curve.
Taka konstrukcja oznacza, że płatność ma dwa etapy.
Pierwszym jest transakcja inicjowana przez płatnika (CIT – Customer Initiated Transaction).
Dochodzi ona do skutku, gdy użytkownik z użyciem karty Curve płaci np. w
fizycznym sklepie lub online. Fintech był w stanie namówić do współpracy
Mastercarda, co dało mu dostęp do sieci akceptacji plastików. Na tej „nodze”
transakcji Curve uzyskiwał przychody z opłat interchange, jak każdy wydawca.
Drugi etap to transakcja inicjowana przez akceptanta, tzw. Merchant Initiated Transaction, MIT.
Tu stroną aktywną jest Curve, który działa podobnie jak np. Spotify
pobierający opłaty za subskrypcje. W transakcji MIT akceptant ma już dane karty
(pozyskane pierwszą, inicjującą transakcją), więc może ją obciążać bez udziału
użytkownika. W przypadku Curve pierwsza transakcja kartą-źródłem pieniądza
miała miejsce w momencie dodania plastiku do aplikacji m-portfela.
Na tym etapie Curve ponosi koszty opłat obciążających zwykle
akceptanta (a więc nie tylko interchange, ale także inne). W efekcie Curve
tracił pieniądze na każdej transakcji klienta.
Dlaczego Curve nie był w stanie przeżyć samodzielnie?
Niezwykła konstrukcja miała plusy i minusy. Pozwalała
zaoferować użytkownikom unikalne, innowacyjne funkcje. Przykładem jest
chociażby „cofnięcie się w czasie”, czyli możliwość zmiany karty finansującej
zakup do 120 dni po transakcji lub tworzenie reguł obciążania kart (np. zakupy
powyżej 200 zł kierowane są do karty X, a poniżej do karty Y). Inny przykład to
stosowanie własnych kursów walut przy zakupach w innych walutach niż bazowa dla
karty czy „tryb ochrony przed zawstydzeniem”, w którym w razie, gdy na
wyznaczonej karcie finansującej nie ma środków, uruchamiany jest inny „zapasowy”
plastik.
Pod względem kreatywności w wykorzystaniu nietypowej konstrukcji
do generowania nowych usług Curve nie miał sobie równych. Można byłoby nawet
powiedzieć, że był jednym z niewielu graczy na rynku paytechów, którzy wnieśli
ze sobą prawdziwy powiew świeżości.
Minusem, i to dotkliwie dającym się we znaki wraz z upływem
czasu, okazała się konieczność oparcia modelu biznesowego na przychodach nie
związanych wprost z samą płatnością. Curve oferuje płatne plany (z rozszerzoną
listą opcji), które nie zdołały jednak pokryć kosztów działania. Luki nie
zasypały także przychody ze sprzedaży technologii mobilnego portfela,
oferowania kredytów ratalnych, opłat za wymianę walut czy łączenie użytkowników
z akceptantami w ramach programu moneyback.
Pomysł przeżyje
Nie wiadomo, jaki pomysł na Curve będzie miał nowy
właściciel i czy marka przetrwa jako osobna oferta. Niezależnie od dalszych
losów, firma pozostawiła po sobie trwały ślad na rynku. Miejsce w kronikach
należy się jej chociażby za wprowadzenie
pierwszego, poza Apple Pay, mobilnego portfela zbliżeniowego na urządzeniach iOS.
Curve był być może również pierwowzorem „kart 2.0”, czyli
usług budowanych pod nazwami Visa
Flexible Credential czy Mastercard One Credential. Organizacje kartowe wprowadzają
bowiem na rynek coś, co zdecydowanie nawiązuje do idei „jednej karty” łączącej się
z różnymi źródłami pieniądza spiętych zestawem reguł rządzących sposobem
pokrycia płatności. Jeśli za kilka lat będziemy płacili „credentialami”, które
podłączają się raz do rachunku bankowego, raz do limitu kredytowego, a innym
razem do portfela ze stablecoinami, to będzie to w pewnej mierze zasługa wizji
Curve.
0 komentarzy