Czy ktoś, kto korzysta z płatności odroczonych nawet przy
najmniejszych zakupach, łatwiej może wpaść w finansowe kłopoty? Z danych Biura
Informacji Kredytowej wynika, że wcale nie. To tylko jeden z zaskakujących
wniosków, gdy weźmie się pod lupę polskie „kup teraz, zapłać później”.


Nie są już nowością na polskim rynku, ale nadal rosną jak na
drożdżach. Płatności odroczone albo BNPL (kup teraz, zapłać później) pozostają gorącym
segmentem finansowania konsumpcji. W podsumowaniu 2025 r. przyjrzało mu się Biuro
Informacji Kredytowej, dzieląc się danymi o charakterystykach klientów chętnie odkładających
zakupy.
Płatności mają swoje korzenie w handlu elektronicznym, gdzie
proponowano je w pierwszej kolejności przy zakupach elektroniki, odzieży i
innych, nieco droższych dóbr. Kluczowym aspektem modelu BNPL jest możliwość
odroczenia płatności na okres około 30 dni bez naliczania dodatkowych kosztów
(tzw. okres karencji). Konsument może opcjonalnie, po upływie tego terminu,
dokonać przekształcenia zobowiązania w spłatę ratalną.
Z biegiem czasu płatności odroczone zaczęły być oferowane
nie tylko przez fintechy, ale także pożyczkodawców i banki. Jednocześnie
wyłaniały się różne odmiany BNPL – od opartych na kartach płatniczych (do użycia
w niemal każdym scenariuszu) do limitów powiązanych z rachunkiem bankowym.
Zachował się jednak główny wyróżnik – okres bez odsetek i opcja podziału na
raty.
Odroczył już co dziesiąty Polak
Z danych BIK wynika, że do tej pory z płatności odroczonych
skorzystało 3,3 mln klientów, przeprowadzając łącznie 176 mln
transakcji. Rok wcześniej grono to było mniejsze o 700 tys. konsumentów, a
licznik zatrzymał się wówczas na 129 mln operacji. Tempo przyrostu jest imponujące.
Liczba transakcji wzrosła rok do roku o 31 proc. Wartość o 32 proc.
BNPL
pozostaje „kredytowym przedszkolem”, usługą od której nierzadko zaczyna się
kontakt z pożyczaniem. Jedna trzecia użytkowników płatności odroczonych ma
mniej niż 34 lata. Wśród korzystających z bankowych kredytów odsetek ten
wynosi niecałe 20 procent. Widoczna jest także przewaga kobiet (58,4 proc.),
podczas gdy wśród kredytobiorców używających banków proporcje są bardziej
zbliżone do „pół na pół”.
W 2025 r. 75,6 proc. transakcji spłacono w okresie
karencji, czyli bez dodatkowych kosztów, wyłącznie przesuwając płatność. Na
raty rozłożonych zostało pozostałe 24,4 proc. operacji. Warto zauważyć, że w
porównaniu z 2024 r. przybyło „ratowiczów”. Rok wcześniej takich transakcji
było 20,8 proc.
„Zjedz teraz, zapłać później” to nie żart
Dla sporej grupy konsumentów płatności odroczone są czymś
więcej niż tylko sposobem na finansowanie poważniejszych zakupów. Potwierdzają
to dane BIK. 7 proc. użytkowników BNPL w 2025 r. spłaciło ponad 100 transakcji.
Dwa razy tyle konsumentów (14 proc.) – od 51 do 100 transakcji.
W liczbie transakcji w 2025 r. aż 52 proc. stanowią
zakupy do 100 zł. Kolejną jedną czwartą – transakcje mieszczące się w
przedziale od 100 do 200 zł. Średnia kwota zakupu z użyciem BNPL wynosiła
176 zł.
Zaskakujące mogą być dane BIK dotyczące powiązań pomiędzy
liczbą wykorzystanych transakcji odroczenia płatności a jakością spłat
zobowiązań. Teza, że sięgający na co dzień po BNPL i kupujący „przykładową bułkę”
z płatnością za kilkadziesiąt dni, to ryzykowny typ dłużnika, nie wytrzymuje
konfrontacji z rzeczywistością. Odsetek klientów z poważnymi opóźnieniami (w
gotówkach, pożyczkach, kredytach ratalnych) spada wraz z liczbą rozliczonych
transakcji płatności odroczonych. Dla mających ponad 100 operacji na koncie
wynosi zaledwie 1,4 procent.
Mocno korzystający z rat są bardziej ryzykowni
Bliższe intuicji są dane o zachowaniach użytkowników
płatności odroczonych korzystających ze spłaty zakupów w ratach. BIK podzielił konsumentów
BNPL na cztery umowne kategorie: świadomych finansowo (niekorzystających z
rat), impulsywnych (do 10 proc. transakcji rozkładanych na raty), elastycznych
(10-50 proc. transakcji w ratach) i aktywnych (ponad 50 proc.).
Aktywnie korzystający ze spłaty w ratach to osoby, które
przeciętnie mają większe zobowiązania związane z finansowaniem konsumpcji
(średnio 32 tys. zł). Po drugiej stronie stoją tylko odraczający płatności, bez
rozkładania ich na raty. Mają oni średnio „na głowie” kredyty konsumenckie na
14 tys. zł.
W danych biura widoczna jest korelacja pomiędzy chętnym
korzystaniem z rat w BNPL a kłopotami z terminową spłatą zobowiązań dowolnego
typu. Klienci aktywni w „rozratowaniu” płatności odroczonych są bardziej
ryzykowni. W ich przypadku blisko 15 proc. ma krótsze (do 30 dni) opóźnienia w
regulowaniu rat, a ponad 8 proc. poważne poślizgi (przekraczające 90 dni). Najlepszą
jakością charakteryzują się okazjonalnie korzystający z rat w BNPL.
Karty kredytowe powinny wrócić do portfeli?
Przyglądając się danym o rynku BNPL w Polsce, można
zauważyć, że spora grupa klientów używa płatności odroczonych jak tzw.
transaktorzy w kartach kredytowych. Mianem tym opisuje się kredytobiorców zawsze
spłacających całość zadłużenia w okresie bezodsetkowym.
Dla „świadomych finansowo” (w terminologii użytej przez BIK)
karta może być lepszym rozwiązaniem – dającym dłuższy okres bezodsetkowy, pozostawiającym
mniejszy bałagan w historii kredytowej (co może być istotne przy staraniu się potem
np. o kredyt hipoteczny), a czasem oferującym dodatkowe bonusy.
Część tej grupy zapewne z plastików korzysta równolegle, ale
dla pozostałych banki powinny rozważyć specjalną opcję przesiadki. To na razie
niewykorzystana okazja do rozruszania rynku, który dziś notuje wyniki dalekie
od historycznych maksimów.
0 komentarzy