W kampanii wyborczej prezydent Donald Trump obiecał Amerykanom, że obniży ich rachunki za energię o połowę, m.in. za sprawą niższych cen ropy naftowej. Na razie Trumpowi łatwiej przychodzi podbijanie notowań.

Gdy na początku tygodnia republikanin zagroził Hamasowi „piekłem”, jeśli zgodnie z porozumieniem zawartym z Izraelem do soboty organizacja nie uwolni wszystkich zakładników, notowania surowca podskoczyły z 75 do 77 dol. za baryłkę. Wcześniej poszły w górę po wprowadzeniu 10-proc. ceł na import surowców energetycznych i paliw z Kanady i Meksyku. Jak ocenili eksperci Goldman Sachs, jeśli po okresie zawieszenia trwającym do 1 marca taryfy rzeczywiście wejdą w życie, dostawy z obydwu państw zostaną przekierowane poza USA. Skutek: wzrost rachunków Amerykanów za paliwa.


0 komentarzy

Dodaj komentarz

Avatar placeholder

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.